czwartek, 23 kwietnia 2015

probny

o zrobiłaś nocą w Manchesterze ... - powiedział i spoliczkował mnie, zanim popchnął mnie za ramiona, spadłam na tyłek. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać, gdy kopnął mnie. Następnie jego telefon zapiszczał sygnalizując, że dostał wiadomość. Nie sprawdził, trzymał mnie kopiąc, aż leciała mi krew z nosa. - Ty ... jebana ... zdziro - splunął między kopnięciami w moje żebra i w miednicę. Jego telefon zabrzęczał ponownie, ale tym razem miał inny dźwięk. Nagle zatrzymał się i spojrzał na telefon. Wpatrywał się w tekst przez chwilę, mrużąc oczy. Usiadłam powoli łkając, gdy próbowałem wytrzeć nos. Jego twarz zmieniła się, a on odpowiedział na wiadomość w szybkim tempie, przed wprowadzeniem go do tylnej kieszeni spodni. - Tym razem masz szczęście. Ty bezwartościowy kawałku gówna. Potem wybiegł na zewnątrz, zostawiając mnie pod ścianą, przyciągając moje kolana do klatki piersiowej. Słyszałam, otwieranie drzwi, to był zapewne dyrektor, więc natychmiast wstałam. Moje żebra bolały, gdy kuśtykałam do drzwi i wyszłam z budynku. Prawie potknęłam się i spadłam na dół po schodach, pisnęłam. Zaparkowany był tylko jeden samochód, który należał do dyrektora. Więc udałam się do bramy, która doprowadziła do mojego skrótu. Znanego również jako zakazane miejsce do palenia. Nie wiedziałam, dlaczego zawsze kończyłam tam, ale bardzo potrzebowałam, aby dostać się do domu przed tatą lub Helen, bo wiedziałam, że zrobią wielką awanturę z moich ran. Powoli szłam w poprzek chodnika. Mój nos wciąż krwawił. Moje łzy uschły na moich policzkach, starałam się je wytrzeć, ale to nie miało sensu. To wciąż dawało mi to nieprzyjemne uczucie. Gdy tylko pojawiłam się przed bramą, na widoku pojawił się Range Rover, który znałam zbyt dobrze. Zatrzymał się tuż przede mną, przełknęłam ślinę. -Jackie? Głowa Josha wysunęła się zza okna. Ponieważ mój brat i Josh Devine obaj nazywali się Josh, nazywałam mojego brata 'JJ' - Hej - powiedziałam słabo. Wysiadł z samochodu, podszedł do mnie i przytulił. Krzyknęłam, gdy dotknął mojego obitego żebra. - Kto ci to zrobił? - zapytał delikatnie, trzymając mnie za ramiona, aby móc spojrzeć mi w oczy. To było wtedy kiedy zobaczyłam Harry'ego na miejscu kierowcy. Patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Uh..to tylko łobuz. - To nie był żaden z moich przyjaciół, był? Dostaliśmy się na tylne siedzenia, a on zarzucił rękę na moje ramiona, ciągnąc mnie do siebie. - Był? - zapytał, powtarzając pytanie. Pokręciłam głową. - Gdzie mieszkasz? - Mieszka na przeciwko mnie - powiedział Harry lekko. - Więc będziesz mógł odwieźć ją, po tym jak odwieziesz mnie? Harry przewrócił oczami - Yeah, mogę. Moje serce zmiękło, myśląc, że będę z Harry'm sama przez Bóg wie ile minut. W końcu samochód zatrzymał się przed domem. - Cóż to mój przystanek. Trzymaj się - powiedział całując mnie w skroń i ściskając moje udo. Wysiadł a ja oglądałam jak wchodzi do domu Niall'a (mieszkał tam bo jego rodzice byli na podróży biznesowej przez miesiąc). Kiedy Harry w końcu ruszył, odchyliłam się na siedzeniu, trzymając dwoma palcami mój nos, aby zatrzymać krwawienie. Kiedy zatrzymał się na znaku stop, spojrzał na mnie w lusterku. Nie łamałam spojrzenia, bo jego zielone oczy były tak ciemne, jeszcze tak wrażliwe. - Kto to zrobił? - zapytał niskim, ochrypłym głosem. - Uh...nikt. - Kłamiesz. - To był Louis. Uniósł brwi - Louis? Skinęłam. Jego dłonie zacisnęły się na kierownicy, zanim wcisnął gaz. Wjechał na jego podjazd i zatrzasnął drzwi kiedy wysiadł. - Wynoś się. Posłuchałam i wysiadłam, wtedy kiedy zaczął padać deszcz. - Cholera - przeklnął biorąc jego plecak z tułowia. - Uh,.. dzięki za podwiezienie - powiedziałam i odwróciłam się, aby przejść przez ulicę. Zaczęłam kuleć w kierunku mojego domu w deszczu. Dzięki Bogu, nikogo nie było w domu. Byłam w połowie drogi do moich drzwi, kiedy poczułam silne ręce ramiona wokół mojego pasa. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Harry'ego. - Moja mama kazała mi to zrobić, więc zamknij się, nie chcę ci pomóc. Skinęłam głową, starając się powstrzymać łzy. Pomógł mi dostać się do moich drzwi, kiedy je

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz